Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2011

Jesienna żołądkowa

Chodzi o to, że jest już kilka smaków tej kultowej wódki lubelskiego Polmosu. No i czasem człowiek ma kłopot, bowiem nie każdy sprzedawca ma tyle cierpliwości, by wysłuchać nieudolnych wyjaśnień, że "sie rozchodzi" o tę z "pomarańczowym kapslem" - czyli tradycyjną żołądkóweczkę, gdzieniegdzie znaną jako "z pomarańczowym paseczkiem" lub po prostu "klasyczną pomarańczówkę". No, ale gdy się przebrnie przez niuanse, to potem można oddać się degustacji złocistego trunku w scenografii polskiej złotej jesieni.

Za miskę ryżu

Polscy związkowcy stoją w obronie swoich praw w firmie chińskiego właściciela. Brak chęci dialogu ze strony zarządu sprawił, że postanowili zamanifestować swoje problemy przed ambasadą Chin. Sierpień 2011 r.

A.K.D - czyli Polish Nuclear Empire III

Podziemne rozległe hale toną w mroku. Tutaj można wchodzić, ale należy posiadać mocną latarkę i dobre buty. Zdjęcie pierwsze od lewej przedstawia fragment dwupoziomowej, wygłuszanej sali  taktycznej - to najbardziej imponująca część całego obiektu. Całość wygląda niczym opuszczona stacja metra, porzucona zaraz po zakończeniu budowy... Obiekt, zważywszy na solidność konstrukcji części podziemnej, jeszcze długo będzie stanowił atrakcję architektoniczną. Na renowację i zagospodarowanie raczej nie ma szans. Chyba nikt nie chce pamiętać o istnieniu jaskiń enigmatycznie nazwanych Kompleksem nr 7215...  

A.K.D - czyli Polish Nuclear Empire II

Dziś trochę wnętrz. Wszystko oczywiście zdewastowane, elementy metalowe i kable rozkradzione. Niemal na każdej ścianie bazgroły. Martwa cisza w martwych budynkach; przerywana tylko chrzęstem kroków poszukiwaczy przygód łażących po warstwie szkła i gruzu. W 2004 r. obiekt został przekazany zarządcy Puszczy Kampinowskiej, a dzięki brakowi nadzoru, dziś możemy podziwiać frapujące instalacje przestrzenne - aż się prosi, żeby to tu to tam poustawiać jakieś abakany...;)

A.K.D - czyli Polish Nuclear Empire I

A chodzi o przesławną Atomową Kwaterę Dowodzenia, budowaną kilkadziesiąt lat z myślą o nieuniknionym konflikcie nuklearnym Układ Warszawski vs Tennessee Whiskey ;) Ale poważnie teraz. Obiekt w momencie rozpoczęcia budowy (lata sześćdziesiąte) położony był z dala od Warszawy, dziś on sam jak i cała Puszcza Kampinowska, to tylko skrawek przestrzeni nie zajętej jeszcze przez deweloperów. Zatem dojazd, czy samochodem, czy ZTM-em jest dość łatwy, więc jak ktoś ma czas i PORZĄDNĄ latarę, może wyskoczyć w weekend i zwiedzić pomnik szalonych budowniczych Polski Ludowej. Poniżej szerokie ujęcia nadziemnej części omawianego kompleksu. W następnym odcinku cyklu obejrzymy gustowne wnętrza tych budyneczków, natomiast w części trzeciej zejdziemy do miejsca, które rzekomo miało wytrzymać uderzenie wielkiej bomby.

Ludzi tłum...

Nareszcie trochę czasu na fotografię. Nawet statyw zataszczyłem... Powyżej przedstawiam najsłynniejszą ostatnio warszawską fontannę. Za sprawą multimedialno-kolorowego show, cała skarpa dźwigająca Starówkę obsadzona jest na te kilkadziesiąt minut liczną publicznością. Wielu wykonawców byłoby uradowanych, goszcząc na swoim koncercie aż taką widownię. Wybrać się i owszem, warto. Jednak idźcie wcześniej, żeby zająć lepsiejsze miejsca. No, chyba, że taszczycie statyw, torbę ze sprzętem i wymyśliliście sobie, że trzeba koniecznie focić ze skarpy... A już niebawem porcja industrialnych ruin.

Na Krakowskim Przedmieściu...

Niestety nie udało mi się "złapać" w kadr jakiegoś posła skaczącego przez barierki... Rocznica katastrofy upłynęła w atmosferze zadumy i refleksji. Hitem dnia były fotografie rodzinne z motywem biało-czerwonym w ręku na tle "hektarów" zniczy (i głową pana policjanta w kadrze). Jako, że luszczanka cyfrowa jest w naprawie, przeprosiłem się ze swoim Super A, zalegającym do tej pory w szafie i w parze z Sigmą 15-30 wypstrykałem rolkę szerokokątnych fotek.

Inwazja Marsjan

... do sklepu idę po bułki, i nagle widzę jak lądują spodki na trawniku przed sklepem. Pomyślałem, że już nie ma tabliczek w stylu "szanuj zieleń", więc w zasadzie jak im pasuje, to niech sobie tu parkują. Ja patrzę, a z tych spodków wysypują się autentyczne marsjańskie zielone ludziki w takich fajnych błyszczących skafandrach! Zapomniałem o bułkach, wyciągnąłem aparat i zanim się obcy zorientowali, to trochę fot im zrobiłem. Zgrałem im parę moich jotpegów (dżejpegów - jak mówią na Marsie), po czym ruszyli na podbój planety Earth. Mieli zadzwonić, ale chyba zapomnieli o mnie...