Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2009

Warsaw - summer - 1927

W fototece dziadunia ;) odnalazłem kilka fotografii z serii klasycznego streeta, strzelanego na ulicach przedwojennej Warszawy. Na odwrocie zdjęć napisane było: Warszawa, lato roku 1927. I zastanawiam się, czym on to fotografował? Mam jednak niczym nieuzasadnione podejrzenie, że -mimo wszystko- ale jednak Pentaksem... ;p

Emotics!

Ha! I udało się. Butelki poszły do pudeł po bananach, a w zamian na stoliku pojawiły się moje cyfrowe emotiki - niezwykle ciekawe byty, potrafiące wkraść się do dowolnego zdjęcia. To tacy mali fotograficzni piraci lubujący się w kompletnej modyfikacji upatrzonego kadru. Sądzę, że jeszcze nie raz pojawią się na moich mniej lub bardziej udanych fotkach... Miny emotików powstały dzięki niesamowitej, swobodnej i lekkiej czcionce RapJack autorstwa Jakoba Fischera (pizzadude.dk). Dzięki! Big thanx goes to Jakob Fischer for incredible RapJack font (www.pizzadude.dk).

Puste flaszki

Fotografia wykonana jakiś czas temu na Nowym Świecie w Warszawie. Mój fz-18 spisał się dobrze, mimo zabójczego dla niego ISO 400. Korciło mnie, żeby zrobić psikusa zaczytanemu sprzedawcy i podmienić mu wystawiony towar. Jak pomyślałem, tak zrobiłem...

Sztuka ginie

Obawiam się, iż w trakcie przebudowy arterii drogowej unikatowe malowidła naskalne pochodzące prawdopodobnie z przełomu XX/XXI wieku n.e. ulegną zniszczeniu. Drewniane, prowizoryczne schody z pierwszego planu prowadzą dobre kilkanaście metrów w dół. W tej chwili jeszcze można sobie tam wejść, ale gdy ochrona budowy zorientuje się, że ogrodzenie ma takie luki przez które spokojnie może przemaszerować cała wycieczka szkolna - wezmą i uszczelnią...

Nie idźcie tą drogą...

Tak wygląda przedpole jeszcze nie istniejącego mostu północnego. Okolica przypomina krajobraz księżycowy - gigantyczna przestrzeń zawalona wydmami rozkopanego piachu. Błocko sięga dobrze powyżej kostek (w adidaskach o tej porze roku lepiej nie chodźcie tą drogą...;) Inwestycja o imponującym rozmachu, kto ma aparacik, przechodzi i trzaska zdjęcie. Ja nie byłem gorszy, ponadto, wyposażony w buty z cholewą, mogłem zabrnąć głębiej w piach.

Milicja Obywatelska

Gród tętni życiem. W dniu targu nazjeżdżało się kupców z wozami kolorowymi od bel z suknem, ciężkimi od beczek z zamorskimi trunkami, pobrzękującymi wyrobami kowalstwa artystycznego i domowego rzemiosła. Dopisało i chłopstwo chcące sprzedać asortyment wypracowany w wyniku upraw roli oraz hodowli trzody chlewnej na skalę przemysłową. A wszystko pod czujnym okiem majestatycznej straży grodzkiej. Fotografia wykonana wiosną tego roku na zamku w Czersku.

Czackiego street

Mrówki wychodzące jedna za drugą spod tablicy, już z daleka zwróciły moją uwagę. Wykonałem kilka ujęć: parę pionowo i tyle samo w poziomie (profi tak robią ;-p), z czego to właśnie wydaje mi się najfajniejsze. Starałem się wyciągnąć jak najwięcej z faktury pękającego, piaskowego tynku, nie niszcząc przy tym pozostałych elementów obrazu... No, w każdym razie pomysł na ożywienie elewacji kamienicy mrówczym traktem jest naprawdę niezły.

Iluminacja

Zdjęcie zrobione zimą 2008 r. pod Pałacem Kultury, w czasie pokazu świetlnych iluminacji. Według exifu, zmasakrowałem lumixa fz-18 naświetleniem trwającym 60 sekund (!). I przeżył. Drastycznie stłamsiłem zaszumienie kosztem detalu. Ale chyba w tym przypadku można sobie "detal" darować... Za dnia klosze latarni ulicznej wcale tak fajnie nie wyglądają, jednak wieczorem, wobec silnych, skoncentrowanych, kolorowych sztucznych promieni ukazały zdumiewająco atrakcyjny odcień czerwieni.

Skansen

W Lillehammer, nieopodal obiektów olimpijskich, mieści się skansen, którego chlubą jest drewniany dworek przywieziony w całości z Telemarku. Wnętrze ciepłe, ustylizowane na wiejską karczmę, w której jadłem norweski specjał, czyli pieczonego łososia z ziemniakami. Światła brakowało, a wystrój zachęcał do strzelenia kilku fotografii. Tu próba konwersji miodowych odcieni drewna do czerni i bieli. Chciałem sprawdzić jak spisze się ACR, tak więc konwersja całkowicie została przeprowadzona w wywoływarce. Miałem pomyślanych kilka możliwości interpretacyjnych, z czego tu zamieszczona podoba mi się najbardziej.

Holmenkollen

Skocznia w stanie drastycznej przebudowy. Fotografię wykonałem w złych warunkach oświetleniowych; naświetlenie koncentrowałem na dolnej części zdjęcia, kosztem zachmurzonego nieba. W konsekwencji, oryginalny RAW wygląda kiepsko. Jak więc naprawić zdjęcie? Stwierdziłem, że potrzebne mi będą z grubsza dwa ujęcia - jedno z ekspozycją "na światła", drugie "na cienie". Z poziomu ACR otworzyłem fotografię jako obiekt inteligentny w Photoshopie. Powieliłem warstwę i kliknąwszy podwójnie w obrazek dolny wróciłem do ACR aby zmodyfikować część ze skocznią i lasem. Znowu skok do Photoshopa - tu przeprowadziłem rasteryzację dolnej warstwy. Teraz warstwa górna (cały czas jako obiekt inteligentny), czyli "naprawa" chmur. Podwójny klik na miniaturce i już jestem w ACR. Tu pasek z ekspozycją na minus, do tego próby z odzyskaniem informacji z przepaleń (alert prześwietlenia cały czas włączony). Otwieram obrazek w Photoshopie, rasteryzacja, dodaję maskę i odsłaniam p...

Flota (Fleet)

Fotografia wykonana na półwyspie Bygdoy w Oslo. Armada przemieszczała się zaskakująco szybko, nie dając mi wiele czasu na mędrkowanie nad kadrem. To zdjęcie przycinałem w dolnej części - powierzchni wody było zdecydowanie za dużo, w konsekwencji czego eskadra kaczek ginęła na tle delikatnych fal.

Riddarholmskyrkan

Słynny sztokholmski kościół, będący miejscem pochówku królów szwedzkich. Cierpliwie czekałem aż kłęby chmur spokojnie wypłyną z owalnego kadru pozostawiając nieskazitelny błękit nieba. Po zrobieniu może trzech, czterech ujęć znowu pojawiły się ciężkawe obłoki, które skutecznie zniechęciły mnie do dalszej obserwacji kościelnej wieży przez otwór w porowatej, gąbczastej rzeźbie... Walka z kolorami na linii program graficzny - przeglądarka nie przynosi rezultatów, co doprowadza mnie do szału. Na razie musi zostać tak, póki się z tym nie uporam.

Tuba

Oto przykład nieudolnego wykorzystania centralnie ważonego pomiaru światła. Górna część fotografii jest całkowicie wypalona, histogram w skrajnych światłach wygląda jak z koszmaru;). A jednak, pogodziwszy się z prześwietleniem, popracowałem nad kolorami, czego efektem jest piękna, miedziana powierzchnia instrumentu. I ona właśnie uratowała to zdjęcie. Kolory tak mi się spodobały, że postanowiłem nie kasować tej fotografii...

Kontrasty

Myślę, że złapałem w kadr TĘ CHWILĘ. Twarde światło słonecznego dnia i skomplikowana faktura nowoczesnej, metalowej konstrukcji zagrały tu główne role. Wysoki kontrast nadaje scenie ekspresji i potęguje wrażenie komplikacji architektonicznej struktury. Zastanawiałem się nad konwersją do czerni i bieli, jednak nieudane (a może nieudolne) eksperymenty odwiodły mnie od tego zamiaru. Sądzę, że kolor podkreśla trójwymiarowość i perspektywę obrazu.

Snajper

Każdy ma swój styl w trudnej dziedzinie, jakiej jest "street foto". Ktoś przemyka z kompakcikiem i strzela niezauważony; kto inny wytacza najcięższą szklarnię siejąc zagładę wszędzie tam, gdzie tylko trafi z ostrością... Ja szybko dokręciłem do obiektywu tulipana (tego od dłuższego kita;) żeby wyglądać nieco bardziej profi.

Vasa gnije

Słynny siedemnastowieczny okręt wojenny został umieszczony w specjalnie zaprojektowanym muzeum mieszczącym się w Sztokholmie. Niestety, mimo zapewnienia obiektowi optymalnych warunków (odpowiednia wentylacja, umiarkowane oświetlenie), dębowe drewno stanowiące budulec Wazy ulega powolnemu rozkładowi. Fotografia przedstawia panią naukowiec siedzącą we wnętrzu kadłuba i zastanawiającą się, gdzie iść do roboty po całkowitym zgniciu dumy wszystkich Szwedów.

Krem

Taką oto surrealistyczną scenkę ustrzeliłem w Lillehammer. Nie ma co doszukiwać się jakiegokolwiek sensu... Dzisiaj dochodzę do wniosku, iż stanowiłem widownię swoistego performance, a za pośrednictwem obiektywu, matrycy i spustu migawki wszedłem w symboliczny kontakt z performerem - on celuje z aparatu w tyłek łosia (jeśli to w ogóle łoś...), ja robię dokładnie to samo, tylko, że celuję w zad artysty... Ten Krem jest bez sensu.

Fanki

I jeszcze wrócę do przedkoncertowych fotek. Dwie fanki Madonny dały się sfotografować, dając mi tym samym wdzięczny materiał do eksperymentów z czernią i bielą. Jako, że czary z channel mixerem nie dały rezultatów, któreby mnie zadowoliły, postanowiłem pobawić się z warstwą dopasowania Black & White. I tu już poszło lepiej. Sądzę, że ta metoda jest intuicyjna i kreatywna - bardziej mnie przekonuje, niż suwaki RGB z miksera. Jednak nadal coś mi nie odpowiadało, długie cienie postaci wskazują na późne popołudnie, tymczasem szarości sprawiały wrażenie nienaturalnie zimnych i nie pasujących do pory dnia. A zatem nałożyłem kolejną warstwę - piętnastoprocentowy filtr ocieplający. Chyba jest o wiele lepiej... Nie lubię drastycznie "ciąć" zdjęć, ale w tym wypadku trzeba było, szczególnie z lewej strony, gdzie w kadr weszło sporo innych, nieproszonych gości.

Madonna nocą

To mniej więcej środek koncertu. Całą Chomiczówkę wraz z Bemowem zalał potok miksowanych kawałków "królowej". Scena migotała co chwila innym zestawem kolorystycznym, a ja robiłem eksperymenty z wyższym ISO oraz różnymi czasami naświetlania. "Frozen" było grane, ale tak przekombinowane, że wyszło jak kupa. I podobno plejbek...

Najazd

Lotnisko, jak i teren wokół niego został opanowany przez rzeszę fanów Madonny reprezentujących (jak mniemam) cały wachlarz wyznań, postaw życiowych, narodowości, ulubionych marek telefonów komórkowych i fryzur. I co zadziwiające - oni wszyscy cierpliwie i spokojnie znosili trudy oczekiwania na koncert. A małą wodę w tym upale sprzedawano po 5 pln!

Dwie "królowe"

Zgodnie z zapowiedziami, przed koncertem pewnej artystki na warszawskim Bemowie, pojawiły się lotne brygady egzorcystów posługujące się łaciną. Z tego co wiadomo, obie królowe jakoś się dogadały i kolejny Cud Nad Wisłą nie był potrzebny...

Bergen - Bryggen

No, a kiedy się najadłem, ruszyliśmy zwiedzać szeroko reklamowaną dzielnicę Bryggen. Można powiedzieć, że to taka starówka miasta Bergen. Powstała w czasach Hanzy, kiedy to niemieccy kupcy prowadzili swoje interesy na wodach fiordów. Stąd czasem można spotkać się z nazwą Tyskebryggen ( tyske - niemiecki). Dziś oczywiście Niemców już tu nie ma (poza niemieckimi turystami robiącymi wielkie oczy widząc ceny w koronach norweskich ;). Są za to liczne galerie, kafeterias i sklepy z pamiątkami (dużo fajnych drogich ale ręcznie wykonanych drobnostek ). Bryggen jest całe obite drewnem, nawet ulica. Miałem wrażenie, że to jedna wielka scenografia teatralna. A rekwizyty, czyli figurki, zdobione ubrania, zabytkowe naczynia i meble aż się wylewają z eleganckich butików. Gdzieniegdzie nie pozwalano mi robić zdjęć (nie wiedzieć czemu zresztą)...

Bergen - Torget II

Na targu rybnym w Bergen możemy także spróbować gotowych dań: wędzonych ryb , kawałków śledzia podawanych w w kilku odmianach smakowych- na słodko ( sot ), na słono ( salt ) albo na ostro ( skarp ), z przyprawami, w sosie i z frytkami ( pommes frites ). A jak komuś mało, od razu niech kupuje Mix fisk tallerken - wybór ryb i/lub owoców morza podanych na wielkiej tacy. Do tego frites lub brod . Na obrazku zwarte kolumny krewetkowych dań czekają na klientów. W głębi leżakuje norweska odmiana hot-doga, czyli pulsor napchany krewetkami (uwaga! w wyrazie "pulsor" powinno być przekreślone "o", które czytamy mniej więcej jako "oe"). Ważne - tu jest bardzo smacznie i stosunkowo tanio (w porównaniu z "normalnymi" knajpami). I jeszcze taka rada: niech jedno stoi w kolejce po mix fisk a drugie niechaj pilnuje plastikowego stolika, bowiem włoska szarańcza może zająć wszystkie możliwe miejsca...

Bergen - Torget

Targ rybny w centrum Bergen - gwar i tłok. Tu można usłyszeć wszystkie języki (no, prawie bo po norwesku to tylko ceny są wypisane na karteczkach). Tu również znajdziemy wszelkie morskie smakowitości , stragany uginają się od krewetek, krabów, płatów dorsza i czerwonego łososia. Sprzedawcy szukają wzrokiem klientów, którym głośno zachwalają świeże owoce morza. Smakosz wyjdzie stąd z pełnymi siatami...

Norsk Folkemuseum II

Jednakże skansen to nie tylko budyneczki i eksponaty kultury użytkowej. Zwiedzając warsztaty możemy popatrzeć na pracę jaką drzewiej wykonywano. W tym przypadku miła pani demonstruje działanie nożnego napędu koła garncarskiego. A te wszystkie skorupy upchane po kątach oczywiście można brać do łapki, oglądać, a nawet kupić. Nie lubię odpalać wbudowanej lampy, więc trzeba było kombinować z ekspozycją bez błysku. Efekt chyba nie najgorszy. Aparat aż jęknął od szumu na ISO 400.

Norsk Folkemuseum

Na półwyspie Bygdoy (Oslo) mieści się rozległe Muzeum Ludowe, w którym zgromadzono liczne obiekty i eksponaty wsi i miast norweskich. Dla fotografa jest to bardzo wdzięczne miejsce, gdzie pełno najrozmaitszych tematów; warto jednak taszczyć pod pachą statyw, który może się przydać, pod warunkiem wszakże, iż cierpliwie przeczekamy strumień wszędobylskich gapiów. "Łapanie" w kadr całych budynków oblepionych turystami jakoś mi nie odpowiadało, więc postanowiłem popstrykać nieco detalu architektonicznego. Tutaj mamy zwięczenie węgła drewnianej chaty (niezwykle malowniczej zresztą). Jeszcze raz podkreślę, statyw by się przydał...

Hardangervidda (Norwegia)

Droga nr 7 biegnąca przez płaskowyż Hardanger, mająca status Narodowego Szlaku Turystycznego. Hardangervidda, czyli największy płaskowyż Europy, położony jest w centralnej części południowej Norwegii. Kraina o surowym, arktycznym krajobrazie. W szczelinach skalnych śnieg zalega przez cały rok, tak więc w środku lipca można porzucać się śnieżkami... Wystające na poboczach niepozorne długie tyczki spełniają ważną rolę - wyznaczają szlak drogi śnieżnym pługom rozpaczliwie przebijającym się przez zwałowiska śniegu w czasie zimy. Zdarza się tak, iż rezolutni turyści niekiedy wyrywają owe tyczki zabierając je jako pamiątkę, co wzbudza irytację norweskich drogowców i zdziwienie służb celnych...

Scenografia

Stworzenie od zera tego rodzaju scenki wymagałoby nakładu pracy. Tymczasem czas oraz codzienna eksploatacja zrobiły to, co widać na załączonym obrazku. Czerwone wiaderko, rzucone w kąt, ładnie komponuje się z cyjanową powierzchnią blaszanych wrót. I to ono właśnie podsunęło mi pomysł na kadr. Fotografia świeża, dzisiejsza. Zrobiona z ulicy (jeszcze przed deszczem...). Przedstawia wjazd "techniczny" do jednego z biurowców. Usiłowałem wyciągnąć fakturę z betonu i powgniatanej blachy. Do tego ostrzenie i to w zasadzie wszystko.

Metale kolorowe

Gdy ulica jest rozkopana, można od czasu do czasu podpatrzeć całkiem fajne instalacje przestrzenne, powstałe spontanicznie w trakcie bojów drogowców z asfaltową materią. Pozwoliłem sobie dokonać znacznej manipulacji kolorami, aczkolwiek oryginalna barwa żelastwa była wizualnie również dość ciekawa. Poczciwy fz-18 spisał się dobrze, chociaż jak ognia unikam ISO wyższego niż wartość 100 (w tym przypadku 400...). Musiałem mocno przycinać, szczególnie lewą stronę zdjęcia, która w ogóle nie korespondowała z interesującym mnie tematem.

Street (Warsaw/Poland)

Oto ścieżka rowerowa w pewnym mieście, stolicy małej republiki bananowej. Akurat trafiliśmy z "kamerą" na czas pory deszczowej, stąd niewielkie oczka kałuż na trasie jednośladów. Zwróćmy uwagę na nowatorskie rozwiązania tubylczych władz odnośnie przeprawy wodnej. Rowerzyści - twardzi ludzie ruchu ulicznego - ulegają wzruszeniu widząc tak imponujący widok. Co do strony technicznej, musiałem dobrze doświetlić w trakcie wołania. Konwersja do BW za pomocą miksera kanałów.

U-47

Okręt muzeum stojący przy nabrzeżu bazy morskiej w Scapa Flow. Jego kapitan, Gunter Prien wsławił się zatopieniem pancernika HMS "Royal Oak"... Oczywiście, powyższe nie jest prawdą, ale tylko w części "okrętu muzeum". W rzeczywistości słynny U-47 zaginął trakcie patrolu bojowego. Z racji moich zainteresowań, tematy marynistyczne chyba często będą się pojawiać na blogu. Szkoda zatem, że "Yamato" i "Bismarck" rdzewieją gdzieś w głębinach - ale pocieszam się faktem, że są jednak obiekty w świecie, których nie obfotografują tabuny japońskich turystów...

Okna

Tematów w zasadzie można szukać wszędzie... I wszystko może okazać się godne uwiecznienia na cyfrowym filmie fotograficznym. Oto typy warszawskiej, kanciastej i topornej architektury. Górny obrazek, to "włoski tynk" tak charakterystyczny dla dzielnicy Włochy (i nie tylko...). Gdyby nie okienko "oprawione w cegły", pewnie w ogóle nie zwróciłbym uwagi na tę kompozycję. Dla efektu nieco podkreśliłem pofałdowanie elewacji, która w rzeczywistości wygląda nieco solidniej. Zapewniam, że mieszkańcy tej kamienicy nie muszą się obawiać, że za chwilę płaty tynku sypną się na trawnik... Dolne zdjęcie - tu inspiracją do uniesienia przecież nielekkiego k200d do oka i naciśnięcia spoconym palcem spustu migawki okazała się soczysta pomarańczowa ściana pięknie odbijająca światło zachodzącego słońca. Również atrakcyjna wydała mi się pionowa linia biegnąca przez oś okien stanowiąc element spajający okienne prostokąty. Ciemniejsza nieregularna plama w dolnym lewym rogu, to cień...

Infrastruktura

Takie industrialne widoczki naznaczone piętnem sztuki ulicznej uwielbiam i będę je fotografował do upadłego... Warszawskie Włochy mają się czym pochwalić w tej materii. Piękny gradient ożywił szarą, ciężką betonową ścianę. Wywołując RAW-a, bardzo uważałem aby nie legł ofiarą moich eksperymentów z rozpiętością tonalną. Nasyciłem nieco kolory i podostrzyłem na końcu obróbki.

Jezioro II

W tym wypadku zaintrygowała mnie gra kolorów wioseł oraz zielonego tła łódki unoszącej się sennie na przybrzeżnej płyciźnie. A skoro kolory, to i saturation na plus. Balans bieli również w górę - tutaj: 6250 K. Pióra wioseł usiłowałem umieścić w mocnym punkcie trójpodziału. Zastanawiałem się, czy przypadkiem nie pokombinować z wodą, tak aby uzyskała odcienie błękitu a nie zgniłej zieleni. Jednak, po namyśle stwierdziłem, że oryginał jest bardziej przekonywujący. To w końcu mazurskie jeziorko, a nie hawajskie plaże...

Jezioro

Fotografia wykonana w czasie tzw "złotej godziny"; czas: 1/10 sekundy, strzelałem z ręki (iso: 400, f/5.6). Bardzo delikatnie modyfikowałem krzywą, tak aby nie zatracić subtelnych kolorów nieba odbijanych w wodzie. Jednocześnie starałem się wyciągnąć ile się da, z najciemniejszych partii (wodne odbicie pomostu). Tak, czy siak, krzywa w ogóle nie przypomina wzorcowej literki "S"... Ale, jak mi się zdaje, kolorystyka zachowała charakter nadchodzącego wieczoru. Lekki crop u góry, do tego odszumianie i już bez ostrzenia - nie ma co dalej psuć. W stuprocentowym powiększeniu, w pełnym rozmiarze raczej nie pokazałbym nikomu tego zdjęcia...

Pocztówka

Taki widoczek odkryłem szwendając się po Wale Miedzeszyńskim. Gdzie dokładnie? Nie powiem... Szukajcie! A warto - bo klimat miejsca niepowtarzalny. "Stolyca" jednak ma swój urok. Wywołując RAW-a (lumix fz18), podkręciłem nieco kolorki i starałem się wyciągnąć szczegóły ze świateł - efekt słaby: krzaki w oddali wyglądają jak zielonkawa papka.

Moment

Akcja rozegrała się w czasie czterech sekund... O godzinie (dane z exifu) 13:11 55" wykonałem pierwsze zdjęcie. Wiedziałem jaki efekt chcę osiągnąć: wykonawca, tu nienaturalnie powiększony na ekranie telebimu - a startujący we fristajlu, MUSIAŁ w pewnym momencie pochylić się w stronę chłopczyka patrzącego na scenę z pozycji ramion taty. Sekundę później "strzeliłem" kolejną fotkę, dając nieco więcej miejsca w kadrze chłopczykowi... I wreszcie o godzinie 13:11 58" ustrzeliłem ofiarę! Wykonawca wychylił się z telebimu wprost na chłopca. Być może nie najlepsza kompozycja kadru osłabia przekaz, tym niemniej udało mi się zrealizować zamiar sprzed kilku sekund. Pozdrawiam bohaterów fotografii! Musiałem zneutralizować magentowe zabarwienie (korekcja krzywej czerwieni nieco pomogła...). Fotografie są wyprane z koloru, ale taki właśnie obraz z telebimu jakoś bardziej do mnie przemawia...

Zagadka

... bo skoro ostatni szereg kolumny wojska dawno "wyszedł" z kadru pani stojącej na drugim planie, to co ona tam łapie w ten swój celownik??? Pomysł na zdjęcie może i fajny, ale nie podoba mi się bałagan na dalszych planach - budka telefoniczna, maska samochodu, jakiś krzaczor... Może trzeba by potraktować to wszystko jakimś "blurem"? Sam nie wiem. Zresztą, to w końcu street foto, więc liczy się realizm. Mam rację...? Brightness i contrast delikatnie przesunąłem na minus.

Marsz

W pierwszej chwili palec zawisł nad klawiszem Delete... A jednak ostatecznie uznałem, mimo oczywistych wad (a może zalet), iż fotka ma swój klimat. Myślę, że przekazuje dynamikę dziarsko wygrywającej rytm orkiestry. Muzycy maszerowali szybko w ciasnej kolumnie nie patrząc na biednego "fotografa" rozpaczliwie ustawiającego ekspozycję. Dziwne;) Delikatnie zmodyfikowałem krzywą i wygasiłem jasność.

Musztra

W szeregu... Nie mogłem się oprzeć. Ciasny kadr, ucięte czako... Niestety, tło nad głowami było bardzo nieatrakcyjne, zatem w wyniku szybkiej decyzji, ustawiłem kadr ledwo nad twarzami... Chciałem pokazać szereg wojska w historycznych mundurach oraz ostry cień rzucany przez żołnierzy. Zdjęcie wykonałem w trakcie próby generalnej musztry, nie miałem zbyt wiele czasu na zastanawianie się nad kadrowaniem. Zresztą, chwilę po wykonaniu zdjęcia żandarmeria wojskowa kazała mi się usunąć za barierki... Ogólnie rzecz ujmując, jestem zadowolony jeśli chodzi o zamiar. Z przepałem w jasnych partiach chyba nic się nie da zrobić, więc specjalnie nie walczyłem. Suwaki lekko podciągnąłem w match color, nieco stłumiłem kontrast. I tyle.

Srebro

I co my tu mamy? Asfalt w konserwach??? Nie zwracałem szczególnej uwagi na kompozycję, sądzę, że górna część w ogóle nie koresponduje z resztą zdjęcia - a było jeszcze gorzej, musiałem co nieco kropować... Bardzo lubię łapać w kadr grę plam barwnych. Czerwień etykiet kontrastuje na tle szarości. A dzięki temu, że aluminiowe puszki odbijały barwę asfaltu, biel jaśniejszego pasa i błyski z pokrywek - szarości nabrały życia i nie dały wrażenia przytłaczającego, matowego smutku (co nie zmienia faktu, że powierzchni asfaltowej powinno być mniej na tej fotografii, jak sądzę...). Lekko skorygowałem kontrast, do tego minimalny krop - poza tym nie dokonywałem żadnych modyfikacji.