Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2009

Fanki

I jeszcze wrócę do przedkoncertowych fotek. Dwie fanki Madonny dały się sfotografować, dając mi tym samym wdzięczny materiał do eksperymentów z czernią i bielą. Jako, że czary z channel mixerem nie dały rezultatów, któreby mnie zadowoliły, postanowiłem pobawić się z warstwą dopasowania Black & White. I tu już poszło lepiej. Sądzę, że ta metoda jest intuicyjna i kreatywna - bardziej mnie przekonuje, niż suwaki RGB z miksera. Jednak nadal coś mi nie odpowiadało, długie cienie postaci wskazują na późne popołudnie, tymczasem szarości sprawiały wrażenie nienaturalnie zimnych i nie pasujących do pory dnia. A zatem nałożyłem kolejną warstwę - piętnastoprocentowy filtr ocieplający. Chyba jest o wiele lepiej... Nie lubię drastycznie "ciąć" zdjęć, ale w tym wypadku trzeba było, szczególnie z lewej strony, gdzie w kadr weszło sporo innych, nieproszonych gości.

Madonna nocą

To mniej więcej środek koncertu. Całą Chomiczówkę wraz z Bemowem zalał potok miksowanych kawałków "królowej". Scena migotała co chwila innym zestawem kolorystycznym, a ja robiłem eksperymenty z wyższym ISO oraz różnymi czasami naświetlania. "Frozen" było grane, ale tak przekombinowane, że wyszło jak kupa. I podobno plejbek...

Najazd

Lotnisko, jak i teren wokół niego został opanowany przez rzeszę fanów Madonny reprezentujących (jak mniemam) cały wachlarz wyznań, postaw życiowych, narodowości, ulubionych marek telefonów komórkowych i fryzur. I co zadziwiające - oni wszyscy cierpliwie i spokojnie znosili trudy oczekiwania na koncert. A małą wodę w tym upale sprzedawano po 5 pln!

Dwie "królowe"

Zgodnie z zapowiedziami, przed koncertem pewnej artystki na warszawskim Bemowie, pojawiły się lotne brygady egzorcystów posługujące się łaciną. Z tego co wiadomo, obie królowe jakoś się dogadały i kolejny Cud Nad Wisłą nie był potrzebny...

Bergen - Bryggen

No, a kiedy się najadłem, ruszyliśmy zwiedzać szeroko reklamowaną dzielnicę Bryggen. Można powiedzieć, że to taka starówka miasta Bergen. Powstała w czasach Hanzy, kiedy to niemieccy kupcy prowadzili swoje interesy na wodach fiordów. Stąd czasem można spotkać się z nazwą Tyskebryggen ( tyske - niemiecki). Dziś oczywiście Niemców już tu nie ma (poza niemieckimi turystami robiącymi wielkie oczy widząc ceny w koronach norweskich ;). Są za to liczne galerie, kafeterias i sklepy z pamiątkami (dużo fajnych drogich ale ręcznie wykonanych drobnostek ). Bryggen jest całe obite drewnem, nawet ulica. Miałem wrażenie, że to jedna wielka scenografia teatralna. A rekwizyty, czyli figurki, zdobione ubrania, zabytkowe naczynia i meble aż się wylewają z eleganckich butików. Gdzieniegdzie nie pozwalano mi robić zdjęć (nie wiedzieć czemu zresztą)...

Bergen - Torget II

Na targu rybnym w Bergen możemy także spróbować gotowych dań: wędzonych ryb , kawałków śledzia podawanych w w kilku odmianach smakowych- na słodko ( sot ), na słono ( salt ) albo na ostro ( skarp ), z przyprawami, w sosie i z frytkami ( pommes frites ). A jak komuś mało, od razu niech kupuje Mix fisk tallerken - wybór ryb i/lub owoców morza podanych na wielkiej tacy. Do tego frites lub brod . Na obrazku zwarte kolumny krewetkowych dań czekają na klientów. W głębi leżakuje norweska odmiana hot-doga, czyli pulsor napchany krewetkami (uwaga! w wyrazie "pulsor" powinno być przekreślone "o", które czytamy mniej więcej jako "oe"). Ważne - tu jest bardzo smacznie i stosunkowo tanio (w porównaniu z "normalnymi" knajpami). I jeszcze taka rada: niech jedno stoi w kolejce po mix fisk a drugie niechaj pilnuje plastikowego stolika, bowiem włoska szarańcza może zająć wszystkie możliwe miejsca...

Bergen - Torget

Targ rybny w centrum Bergen - gwar i tłok. Tu można usłyszeć wszystkie języki (no, prawie bo po norwesku to tylko ceny są wypisane na karteczkach). Tu również znajdziemy wszelkie morskie smakowitości , stragany uginają się od krewetek, krabów, płatów dorsza i czerwonego łososia. Sprzedawcy szukają wzrokiem klientów, którym głośno zachwalają świeże owoce morza. Smakosz wyjdzie stąd z pełnymi siatami...

Norsk Folkemuseum II

Jednakże skansen to nie tylko budyneczki i eksponaty kultury użytkowej. Zwiedzając warsztaty możemy popatrzeć na pracę jaką drzewiej wykonywano. W tym przypadku miła pani demonstruje działanie nożnego napędu koła garncarskiego. A te wszystkie skorupy upchane po kątach oczywiście można brać do łapki, oglądać, a nawet kupić. Nie lubię odpalać wbudowanej lampy, więc trzeba było kombinować z ekspozycją bez błysku. Efekt chyba nie najgorszy. Aparat aż jęknął od szumu na ISO 400.

Norsk Folkemuseum

Na półwyspie Bygdoy (Oslo) mieści się rozległe Muzeum Ludowe, w którym zgromadzono liczne obiekty i eksponaty wsi i miast norweskich. Dla fotografa jest to bardzo wdzięczne miejsce, gdzie pełno najrozmaitszych tematów; warto jednak taszczyć pod pachą statyw, który może się przydać, pod warunkiem wszakże, iż cierpliwie przeczekamy strumień wszędobylskich gapiów. "Łapanie" w kadr całych budynków oblepionych turystami jakoś mi nie odpowiadało, więc postanowiłem popstrykać nieco detalu architektonicznego. Tutaj mamy zwięczenie węgła drewnianej chaty (niezwykle malowniczej zresztą). Jeszcze raz podkreślę, statyw by się przydał...

Hardangervidda (Norwegia)

Droga nr 7 biegnąca przez płaskowyż Hardanger, mająca status Narodowego Szlaku Turystycznego. Hardangervidda, czyli największy płaskowyż Europy, położony jest w centralnej części południowej Norwegii. Kraina o surowym, arktycznym krajobrazie. W szczelinach skalnych śnieg zalega przez cały rok, tak więc w środku lipca można porzucać się śnieżkami... Wystające na poboczach niepozorne długie tyczki spełniają ważną rolę - wyznaczają szlak drogi śnieżnym pługom rozpaczliwie przebijającym się przez zwałowiska śniegu w czasie zimy. Zdarza się tak, iż rezolutni turyści niekiedy wyrywają owe tyczki zabierając je jako pamiątkę, co wzbudza irytację norweskich drogowców i zdziwienie służb celnych...